Dlaczego właśnie dzisiaj musiało mi się to przytrafić? Czy nie mogło jutro? Przecież mam tyle na głowie i teraz jeszcze on.
Ale najpierw poznajcie mnie i moją przeszłość. Nazywam się Niviel i jestem dalijską elfką z rodu Sabrae. Włosy mam miedzianobrązowe, trochę za uszy. Od zawsze byłam inna niż reszta mojego klanu z powodu koloru moich oczu, które na zewnątrz były białe, a w środku turkusowe. Nigdy nie zabawiłam nigdzie dłużej niż tydzień, ponieważ jako dalijski ród prowadziliśmy wędrowny tryb życia. Każdy z nas otrzymywał tatuaż zwany "Vallaslin" reprezentujący któregoś z bogów. Rytuał ten ukazywał, czy jest się gotowym do przyjęcia obowiązków dorosłego. Od kiedy tylko pamiętam, opiekowała się mną moja Opiekunka Marethari.
Wróćmy teraz do dnia, w którym wszystko się zaczęło.
Był poranek. Jak co dzień rano ruszyłam w stronę lasu, aby spotkać się z ukochanym. Dzisiaj wyjątkowo zjawiłam się pierwsza. Postanowiłam na niego zaczekać. Czas upływał, ale on się nie zjawiał. W końcu zrezygnowałam i smutna wróciłam do osady. Tego też dnia postanowiłam uciec, aby zacząć nowe życie. Gdy już byłam pewna, że wszyscy śpią, potajemnie opuściłam obóz i ruszyłam w głąb lasu. Wiedziałam, że za nim było miasto Kirkwall. Po jakiejś godzinie truchtu zobaczylam miasto. Ku mojemu zdziwieniu zostałam przepuszczona do środka, ale ciągle czułam na sobie czyjeś spojrzenia. Skierowałam się ku tawernie "Pod Wisielcem". W drzwiach minęła mnie elfka o blond włosach do ramion w podłużnej niebieskiej szacie. Gdy się odwróciłam, by ją o coś zapytać, jej już tam nie było. Wzruszyłam ramionami, po czym podeszłam do blatu barmana, gdzie zauważyłam dziewczynę pijącą przy ladzie.
- Przepraszam - zwróciłam się do barmana i usiadłam obok dziewczyny. - Czy znajdę tu jakieś wiarygodne informacje?
- Największym źródłem informacji z, o i poza Kirkwall jest Varric. - Spojrzałam na niego. Po chwili zrozumiał, że nie znam owego mężczyzny. - Varric jest krasnoludem. Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, to polecam właśnie jego.
- A gdzie mogę go znaleźć? - Gdy to powiedziałam, dziewczyna siedząca obok spojrzała na mnie - Dużo wypiła?
- Isabella? Dwa kufle piwa, trzy pitnego miodu i jeden tevinterskiego wina. Teraz już dwa - odparł barman z uśmiechem. - Co do Varrika, pokój na piętrze, naprzeciw schodów.
- Dziękuję. - Kiwnęłam głową w stronę barmana i ruszyłam we wskazanym kierunku.
Ruszyłam po schodach na górę, zapukałam do wcześniej wskazanych mi drzwi i weszłam do środka nie czekając na pozwolenie. Przy kominku zauważyłam krasnoluda w koszuli, która była rozpięta do połowy, ukazując masę włosów na jego klatce piersiowej. Kransolud spojrzał na mnie.
- Z kim mam przyjemność? - zapytał, odwracając się ku mnie. Na jego twarzy zauważyłam nikły uśmieszek.
- Niviel. Przybyłam, aby zasięgnąć u ciebie informacji, Varriku. - Podeszłam do niego i spojrzałam na leżącą na fotelu kuszę - Piękna kusza.
- Nieprawdaż? - Sięgnął po nią - Nazywa się Bianka, wiele ze sobą przeszliśmy. Tyle fantastycznych i zarazem przerażających wypraw przetrwaliśmy razem. - Po chwili odłożył ją i znów spojrzał na mnie - Jakich informacji chcesz się dowiedzieć?
- Piękne imię. Na temat czerwonego lyrium, pewnego apostaty i miejsca gdzie mogłabym się udać - Spojrzałam na niego w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Czerwone lyrium. To jest temat, na który nie lubię za bardzo rozmawiać. - zrobił zniesmaczoną minę. - Apostatę? Nie mam informacji o żadnym. Ale radziłbym Ci udać się do Boskiej Justynii. Tam możesz znaleźć odpowiedzi na swoje pytania, a może i coś więcej. - uśmiechnął się gdy spojrzałam na niego z ciekawością w oczach - Znajdziesz ją na Świętych Równinach, w pobliżu świątyni.
- Dziękuję za udzielone mi informacje. - Kiwnęłam mu głową. - Odnajdę Boską. Jeszcze się kiedyś spotkamy, obiecuję ci to.
Gdy chciałam się oddalić Varrik, zatrzymał mnie.
- To może Ci się kiedyś przydać. - podał mi ognistą laskę arcymaga, spojrzałam na nią i kiwnęłam mu głową na znak podziękowania.
Z uśmiechem wyszłam z pokoiku i wychodząc z tawerny, skinęłam głową w stronę barmana, po czym opuściłam budynek, kierując się ku Świętym Równinom.
Będąc niedaleko świątyni, usłyszałam krzyki wołające o pomoc. Wtargnęłam do środka.
- Co tu się dzieje? - w tym momencie zauważyłam ogromnego mężczyznę całego okrytego czerwonym lyrium.
Mężczyzna spojrzał na mnie z obrzydzeniem. W ręku trzymał szarawą kulę, emitującą zielonkawe światło, jej poświata kierowała się w stronę Boskiej raniąc ją. Nagle Justynia wyrzuciła z jego rąk kulę, która potoczyła się w moją stronę. Nie wahając się wzięłam ją do ręki, gdy tylko jej dotknęłam moją dłoń przeszył przenikliwy ból. Mężczyzna wyrwał mi kulę z ręki i przesłał mnie razem z Boską do innego wymiaru. Wspólnie zdołałyśmy odnaleźć wyjście z tego miejsca, ale gdy miałyśmy przejść przez szczelinę, Justynię porwały pająki przedstawiające strachy wszystkich żyjących ras.
- Uciekaj! - zdążyła za mną krzyknąć, więc na jej rozkaz przeszłam przez portal. Wszystko nagle znikło.
Obudziłam się w jakiejś celi, nade mną stał strażnik, który przypatrywał mi się. Wybiegł jak tylko zobaczył, że otworzyłam oczy. Po chwili jednak wrócił z kobietą w srebrnej zbroi o krótkich czarnych włosach. Popatrzyła na mnie.
- Kim jesteś? Jak udało Ci się przeżyć? Gdzie jest Boska?! - zadawała mi pytanie jedno po drugim. Po chwili zauważyła, że nie rozumiem o co jej chodzi - Jak się nazywasz i jak udało Ci się wrócić z Pustki?
- W-Więc to była Pustka? - zapytałam, na co ona kiwnęła głową - Nazywam się Niviel. Sama nie wiem - wyszeptałam. - Razem z Boską zauważyłyśmy szczelinę prowadzącą do wyjścia. I chwilę przed moim przejściem przez portal kazała mi uciekać. Uratowała mi życie... Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Ile już tu jestem? Kim ty jesteś? - zaczęłam zadawać pytania, na ostatnie nałożyłam delikatny nacisk.
- Jestem Kassandra. Jesteś w więzieniu w pobliżu Azylu. Zaraz po wyjściu z Pustki straciłaś przytomność. A że nikt nigdy stamtąd nie wrócił to MUSIELIŚMY się Tobą zająć. Leżysz tu już dobre sześć dni. Spokojnie, miałaś opiekę, bo ktoś się Tobą zajmował, ale teraz musimy cię przenieść do Azylu, demony się tutaj zbliżają. Jest ich coraz więcej przez... - spojrzała na mnie nie wiedzą czy nie lepiej było by mi to pokazać. - Chodź. Lepiej będzie jak zobaczysz to na własne oczy.
Strażnik rozkuł kajdanki i wskazał bym poszła za Kassandrą. Ruszyłam za nią i jak tylko wyszliśmy z więzienia zauważyłam ogromną szmaragdową dziurę na niebie. Co chwila wystrzeliwała z niej smuga światła tworząca szczeliny, z której wychodziły demony. Nagle poczułam okropny ból w dłoni, przez co cicho syknęłam.
Co to jest? Jak to się tam znalazło? Czy ma to jakiś związek z tym czymś na mojej dłoni? Czy ja to otworzyłam?
- To jest Wyłom. - powiedziała Kassandra, jakby czytając mi w myślach. - Pojawił się na niebie zaraz po tym jak wyszłaś ze szczeliny. Zawsze gdy pojawia się wybuch, twoja ręka emituje zielonkawym światłem. - Spojrzała na moją dłoń. - Możliwe, że to jest klucz do pozbycia się tego czegoś.
- I ja mam wam pomóc pozbyć się tego? A jak zawiodę? A jeśli mi się nie uda?
- Tego dowiemy się później. Musimy się spieszyć. Porozmawiamy o tym wszystkim jak dotrzemy do Azylu. - odpowiedziała mi i ruszyła w stronę bramy. - Dotrzymaj mi kroku i trzymaj się blisko - odparła i wybiegła za bramę jak na rozkaz pobiegłam za nią.
Byłyśmy już jakiś kawałek za więźnieniem, kiedy przed nami pojawiła się szczelina. Kobieta stanęła w mojej obronie i zaczęła walkę z demonami, ale sama nie dawała sobie rady. Odwróciłam się w momencie, kiedy pojawiła się druga szczelina. Wtedy zauważyłam na plecach Kassandry moją laskę, zabrałam ją i ruszyłam prędko do ataku. Po kilku minutach udało nam się odeprzeć atak. Dziewczyna spojrzała na mnie.
- Teraz mi to oddaj. - wskazała mi na laskę.
- Musisz mi zaufać. Samej nie uda ci się nas obronić. - powiedziałam i zaczepiłam laskę na plecach.
- Tylko ten jeden raz. A teraz chodź. Przy bramie mogą mieć problem - Biegiem ruszyła w stronę bramy, a ja tuż za nią.
Po kilku spokojnych minutach zauważyłyśmy, że przy bramie zbierają się demony. Pomimo zakazu ruszyłam do boju, Kassandra wzięła głęboki wdech i ruszyła za mną. Strażnicy widząc to, odzyskali nadzieję na wyjście z opresji. Ze szczeliny wychodziły nowe demony, większe i potężniejsze niż poprzednie. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i skierował ją ku szczelinie. Z mojej dłoni wyleciała smuga światła, która zetknęła się z portalem i zamknęła ją. Zdezorientowana spojrzałam na naszego wybawiciela i nagle wszystko przestało istnieć. Przede mną stał elf o szarych oczach ubrany w szatę typową dla magów. Właśnie uratował mnie chłopak, który kiedyś zniknął z mojego życia.
- S-Solas! - krzyknęłam. - Co ty tutaj robisz?! Co ty właśnie zrobiłeś? Jak ty to zrobiłeś? Jak mogłeś mi to zrobić?!
- Porozmawiamy w środku. - Wziął mnie za rękę i wciągnął mnie do środka.
- Znacie się? - mruknęła za nami Kassandra, po czym nakazała zamknąć bramę.