28 sierpnia 2015

III rozdział - Czy czas działać?




Z samego rana wybiegłam z namiotu i pobiegłam na polanę. Na środku niej stała piękna rozłożysta wierzba płacząca. Z między gałęzi wyłonił się elf o szarawych oczach. 

- Niviel! - krzyknął na mój widok i podbiegł do mnie. Przytulając mnie podniósł mnie do góry.

- Tęskniłam. - delikatnie się do niego uśmiechnęłam. Jak codzień poszliśmy nad rzekę, trochę pospacerowaliśmy, ale dzisiaj coś było inaczej. Czułam jakby coś złego miało się wydarzyć, więc gdy byliśmy nad strumieniem, złapałam go za rękę. - Obiecasz mi, że nigdy nie odejdziesz? - spojrzałam mu głęboko w oczy. Po chwili ciszy pokiwał głową.

Po kilku godzinach rozeszliśmy się w swoje strony, ale gdybym wtedy wiedziała, co nadejdzie....


- Czy teraz mogę usłyszeć wyjaśnienia? - spojrzałam mu w oczy.

- To nie jest takie łatwe do wytłumaczenia... - Przymknął oczy i rozmasował skroń. - Co chcesz bym ci wyjaśnił?

Spojrzałam na niego jak na idiotę. Co chcę by mi wytłumaczył? To chyba oczywiste.

- Dlaczego zniknąłeś? Dlaczego się wtedy nie pojawiłeś? Dlaczego zostawiłeś mnie bez słowa wyjaśnienia?!
- W moich oczach pojawiły się łzy. - Oszukiwałeś mnie! Obiecałeś mi, że mnie nie zostawisz! - Wyrzuciłam mu wszystko, co leżało mi na sercu.

Gdy spojrzałam w górę, Solas'a już nie było. W tamtym momencie poczułam się okropnie, więc wróciłam do środka i położyłam się do łóżka. Po kilku minutach rozmyślania, postanowiłam po prostu zasnąć i odpocząć.

Następnego ranka zostałam obudzona krzykiem. Zerwałam się z łóżka i szybko wybiegłam na balkon, zobaczyć co się dzieje. U stóp Azylu toczyła się bitwa pomiędzy nami a wojskami Koryfeusza. Nie wiedząc co robić, wróciłam do środka i zaczęłam walkę z myślami.


Czy powinnam im pomóc? Co jeśli zawiodę? Czy już czas aby zmierzyć się
 z ofiarowanym zadaniem?


Cullen wbiegł do mojej sypialni w momencie gdy usiadłam na łóżku.

- Potrzebujemy twojej pomocy. - Wydyszał. - Jest ich zbyt wielu. O wiele za wielu. - Delikatnie się uśmiechnął i rzucił mi zbroję wraz z moją laską. Podziękowałam mu skinieniem głowy i pokazałam mu drzwi, bym mogła się przebrać.

Po chwili dołączyłam do niego w całym ekwipunku. Gdy wybiegliśmy na dziedziniec zauważyłam palące się domy. Słyszałam też wołania o pomoc, nie mogłam ich tak po prostu zostawić.

- Cullen. Pomóż mi uratować ludzi w budynkach. Oni też mają prawo żyć. - Nie czekając na jego odpowiedź, wbiegłam do pierwszego domku. Na końcu pokoju zauważyłam kobietę o długich blond włosach związanych w kitkę. Została przygnieciona palącym się drewnem. Od razu do niej podbiegłam.

Ze wszystkich sił starałam się zdjąć z niej drewno, ale byłam zbyt słaba. W tym momencie pojawił się Strażnik, który pomógł mi podnieść drewno i wyciągnąć elfkę z opresji. Wyciągneliśmy ją z budynku w momencie jak dach runął na ziemię. W momencie gdy chciałam podziękować Cullen'owi zauważyłam, że odciąga on rannego alchemika od pudła z prochem, który za chwilę miał eksplodować.

- Biegnij ratować innych! Tutaj dam sobie radę sam, tam bardziej cię potrzebują! - Wykrzyczał do mnie i zaczął pomagać innym. Jak powiedział, tak zrobiłam.

Przebiegłam przez bramę i dołączyłam do toczącej się bitwy. Po prawej stronie zauważyłam Kassandrę walczącą ramię w ramię z ciemnoskórą magini. Po lewej toporem wymachiwał olbrzymi byk u boku z Solasem. Zaś na samym środku stał...



21 sierpnia 2015

II rozdział - Spotkanie z kanclerzem





Skierowaliśmy się w stronę świątyni. Patrzyłam na Solasa, jakby był zjawą. Do mojej głowy napływały coraz to nowe pytania bez odpowiedzi.

Co on tutaj robi? Dlaczego mnie zostawił? Dlaczego mi to wtedy zrobił?

Gdy weszliśmy do świątyni, Solas pociągnął mnie w swoją stronę.

- Wyjaśnię ci wszystko, jak tylko wyjdziesz stamtąd żywa. - Potajemnie wskazał mi na drzwi po drugiej stronie korytarza. - Będę na ciebie czekał. - Złożył motyli pocałunek na moim czole, po czym delikatnie popchnął mnie w stronę Kassandry, która patrzyła na nas w tamtym momencie.

- Jak sądziłam, znacie się. I to bardzo dobrze. - Odrzekła i spojrzała na mnie.

- Był moim chłopakiem długi czas. Któregoś dnia po prostu zniknął. - Westchnęłam i spojrzałam w miejsce gdzie przed chwilą stał Solas, już go tam nie było. - Tak jak teraz. I oto jestem. - Delikatnie się uśmiechnęłam, wracając wzrokiem do Kassandry.

- Chodź. - Wskazała mi drzwi na końcu korytarza. - Ktoś chce cię skazać na śmierć. - Delikatnie się uśmiechnęła i ruszyła w stronę wskazanych drzwi, ja poszłam za nią.

Jak tylko doszłyśmy do drzwi to jeden ze strażników otworzył nam drzwi, ukazując kłótnię Strażnika z kanclerzem. Weszłyśmy do środka i oboje spojrzeli na nas. Strażnik przeprosił nas skinieniem głowy i odsunął się od stołu. Kanclerz spojrzał na nas.

- Kanclerzu Roderyku. Co cię do nas sprowadza? - Spojrzała na niego i podeszła do stołu obok którego przed chwilą toczyła się kłótnia.

- Zostałem przysłany, aby ją skazać na śmierć. - Wskazał na mnie. - I mamy nadzieję, że nie będziecie nam w tym przeszkadzać.

- Przykro mi, ale nie pozwolę wam tego zrobić. Ona jest w stanie uratować nas wszystkich.

- Nas to nie obchodzi. Ma być martwa. Tak osądziliśmy jej żywot. - Spojrzał na mnie. - Skazuję cię na śmierć - wrócił wzrokiem do dziewczyny - i wy nie macie nic do gadania.

- Nie możesz jej zabić! - Krzyknął Strażnik. - Ona jest nam potrzebna.

- Cullen. Wyprowadź naszego "drogiego" gościa. - Powiedziała Kassandra z nutą pogardy w głosie.

- Tak jest. - Strażnik nazwany Cullen'em wyprowadził Roderyka i zamknął za sobą drzwi.

Patrzyłam na Kassandrę, która walczyła sama ze sobą. Nie wiedziała, czy dobrze zrobiła, ale właśnie uratowała mi życie.

- Dziękuję. Ocaliłaś mnie. Zrobię co w mojej mocy, aby i wam pomóc.

- Nie dziękuj. Byłam zmuszona to zrobić, na razie jesteś naszą jedyną nadzieją. Nadstawiłam kark za ciebie, więc teraz MUSISZ to zamknąć. Jasne? - Na jej pytanie kiwnęłam głową i Strażnik wrócił. - Cullen. Odprowadź ją do jej sypialni. Niech się wyśpi, bo musimy przygotować się do walki. - Mężczyzna kiwnął głową i wskazał mi wyjście.

Gdy wyszłam z sali narad, zauważyłam Solasa przy drzwiach. Ruszyłam w jego stronę, a gdy on mnie zauważył, sam zaczął iść w moją stronę. Cullen mnie zatrzymał.

- Apostatom nie można ufać. - wyszeptał mi i odwrócił się w stronę elfa. - Czego od niej chcesz?

- Chcę zabrać ją na spacer, porozmawiać i coś wyjaśnić, a sądzę, że to dla niej ważne. -  Spojrzał na mnie.

- Cullen pozwól mi. On mi nic nie zrobi, a jak sam powiedział, chcę wyjaśnień. - Na moje słowa Strażnik kiwnął głową i opuścił nas, zostawiając nas samych.

- Co powiesz na spacer? Odprowadzę cię do pokoju i tam porozmawiamy. - Wskazał mi schody na górę.
Solas ruszył w wskazanym kierunku, a ja poszłam za nim. Skręcił w prawo i otworzył drzwi, ukazując mi przepiękny pokój z balkonem. Gdy weszliśmy do środka, zamknął drzwi i wyszedł na taras. Poszłam za nim i usiadłam na krześle.

- Teraz mogę usłyszeć wyjaśnienia?

17 sierpnia 2015

Powitanie z informacją

Witam wszystkich na moim blogu poświęconym Dragon Age z ery Inkwizycji. Mam nadzieję, że spodoba się wam to co napisałam i dzięki temu wzrośnie liczba wyświetleń.
Jestem dopiero początkującą pisarką, więc przepraszam za wszelkie popełnione błędy.
Z upływem czasu mam nadzieję, że stanę się coraz lepsza.
Kolejne rozdziały postaram się wrzucać co tydzień, więc II rozdziału oczekujcie już w piątek ^^
Do usłyszenia wkrótce~

~ MiCha

14 sierpnia 2015

I rozdział - Początek wszystkiego





Dlaczego właśnie dzisiaj musiało mi się to przytrafić? Czy nie mogło jutro? Przecież mam tyle na głowie i teraz jeszcze on.


Ale najpierw poznajcie mnie i moją przeszłość. Nazywam się Niviel i jestem dalijską elfką z rodu Sabrae. Włosy mam miedzianobrązowe, trochę za uszy. Od zawsze byłam inna niż reszta mojego klanu z powodu koloru moich oczu, które na zewnątrz były białe, a  w środku turkusowe. Nigdy nie zabawiłam nigdzie dłużej niż tydzień, ponieważ jako dalijski ród prowadziliśmy wędrowny tryb życia. Każdy z nas otrzymywał tatuaż zwany "Vallaslin" reprezentujący któregoś z bogów. Rytuał ten ukazywał, czy jest się gotowym do przyjęcia obowiązków dorosłego. Od kiedy tylko pamiętam, opiekowała się mną moja Opiekunka Marethari. 

Wróćmy teraz do dnia, w którym wszystko się zaczęło.

Był poranek. Jak co dzień rano ruszyłam w stronę lasu, aby spotkać się z ukochanym. Dzisiaj wyjątkowo zjawiłam się pierwsza. Postanowiłam na niego zaczekać. Czas upływał, ale on się nie zjawiał. W końcu zrezygnowałam i smutna wróciłam do osady. Tego też dnia postanowiłam uciec, aby zacząć nowe życie. Gdy już byłam pewna, że wszyscy śpią, potajemnie opuściłam obóz i ruszyłam w głąb lasu. Wiedziałam, że za nim było miasto Kirkwall. Po jakiejś godzinie truchtu zobaczylam miasto. Ku mojemu zdziwieniu zostałam przepuszczona do środka, ale ciągle czułam na sobie czyjeś spojrzenia. Skierowałam się ku tawernie "Pod Wisielcem". W drzwiach minęła mnie elfka o blond włosach do ramion w podłużnej niebieskiej szacie. Gdy się odwróciłam, by ją o coś zapytać, jej już tam nie było. Wzruszyłam ramionami, po czym podeszłam do blatu barmana, gdzie zauważyłam dziewczynę pijącą przy ladzie.

- Przepraszam - zwróciłam się do barmana i usiadłam obok dziewczyny. - Czy znajdę tu jakieś wiarygodne informacje? 

- Największym źródłem informacji z, o i poza Kirkwall jest Varric. - Spojrzałam na niego. Po chwili zrozumiał, że nie znam owego mężczyzny. - Varric jest krasnoludem. Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, to polecam właśnie jego. 

- A gdzie mogę go znaleźć? - Gdy to powiedziałam, dziewczyna siedząca obok spojrzała na mnie - Dużo wypiła?

- Isabella? Dwa kufle piwa, trzy pitnego miodu i jeden tevinterskiego wina. Teraz już dwa - odparł barman z uśmiechem. - Co do Varrika, pokój na piętrze, naprzeciw schodów.

- Dziękuję. - Kiwnęłam głową w stronę barmana i ruszyłam we wskazanym kierunku. 

Ruszyłam po schodach na górę, zapukałam do wcześniej wskazanych mi drzwi i weszłam do środka nie czekając na pozwolenie. Przy kominku zauważyłam krasnoluda w koszuli, która była rozpięta do połowy, ukazując masę włosów na jego klatce piersiowej. Kransolud spojrzał na mnie.

- Z kim mam przyjemność? - zapytał, odwracając się ku mnie. Na jego twarzy zauważyłam nikły uśmieszek.

- Niviel. Przybyłam, aby zasięgnąć u ciebie informacji, Varriku. - Podeszłam do niego i spojrzałam na leżącą na fotelu kuszę - Piękna kusza.

- Nieprawdaż? - Sięgnął po nią - Nazywa się Bianka, wiele ze sobą przeszliśmy. Tyle fantastycznych i zarazem przerażających wypraw przetrwaliśmy razem. - Po chwili odłożył ją i znów spojrzał na mnie - Jakich informacji chcesz się dowiedzieć?

- Piękne imię. Na temat czerwonego lyrium, pewnego apostaty i miejsca gdzie mogłabym się udać - Spojrzałam na niego w oczekiwaniu na odpowiedź.

- Czerwone lyrium. To jest temat, na który nie lubię za bardzo rozmawiać. - zrobił zniesmaczoną minę. - Apostatę? Nie mam informacji o żadnym. Ale radziłbym Ci udać się do Boskiej Justynii. Tam możesz znaleźć odpowiedzi na swoje pytania, a może i coś więcej. - uśmiechnął się gdy spojrzałam na niego z ciekawością w oczach - Znajdziesz ją na Świętych Równinach, w pobliżu świątyni.

- Dziękuję za udzielone mi informacje. - Kiwnęłam mu głową. - Odnajdę Boską. Jeszcze się kiedyś spotkamy, obiecuję ci to.

Gdy chciałam się oddalić Varrik, zatrzymał mnie.

- To może Ci się kiedyś przydać. - podał mi ognistą laskę arcymaga, spojrzałam na nią i kiwnęłam mu głową na znak podziękowania.

Z uśmiechem wyszłam z pokoiku i wychodząc z tawerny, skinęłam głową w stronę barmana, po czym opuściłam budynek, kierując się ku Świętym Równinom.

Będąc niedaleko świątyni, usłyszałam krzyki wołające o pomoc. Wtargnęłam do środka.

- Co tu się dzieje? - w tym momencie zauważyłam ogromnego mężczyznę całego okrytego czerwonym lyrium. 

Mężczyzna spojrzał na mnie z obrzydzeniem. W ręku trzymał szarawą kulę, emitującą zielonkawe światło, jej poświata kierowała się w stronę Boskiej raniąc ją. Nagle Justynia wyrzuciła z jego rąk kulę, która potoczyła się w moją stronę. Nie wahając się wzięłam ją do ręki, gdy tylko jej dotknęłam moją dłoń przeszył przenikliwy ból. Mężczyzna wyrwał mi kulę z ręki i przesłał mnie razem z Boską do innego wymiaru. Wspólnie zdołałyśmy odnaleźć wyjście z tego miejsca, ale gdy miałyśmy przejść przez szczelinę, Justynię porwały pająki przedstawiające strachy wszystkich żyjących ras.

- Uciekaj! - zdążyła za mną krzyknąć, więc na jej rozkaz przeszłam przez portal. Wszystko nagle znikło.
Obudziłam się w jakiejś celi, nade mną stał strażnik, który przypatrywał mi się. Wybiegł jak tylko zobaczył, że otworzyłam oczy. Po chwili jednak wrócił z kobietą w srebrnej zbroi o krótkich czarnych włosach. Popatrzyła na mnie.

- Kim jesteś? Jak udało Ci się przeżyć? Gdzie jest Boska?! - zadawała mi pytanie jedno po drugim. Po chwili zauważyła, że nie rozumiem o co jej chodzi - Jak się nazywasz i jak udało Ci się wrócić z Pustki?

- W-Więc to była Pustka? - zapytałam, na co ona kiwnęła głową - Nazywam się Niviel. Sama nie wiem - wyszeptałam. - Razem z Boską zauważyłyśmy szczelinę prowadzącą do wyjścia. I chwilę przed moim przejściem przez portal kazała mi uciekać. Uratowała mi życie... Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Ile już tu jestem? Kim ty jesteś? - zaczęłam zadawać pytania, na ostatnie nałożyłam delikatny nacisk.

- Jestem Kassandra. Jesteś w więzieniu w pobliżu Azylu. Zaraz po wyjściu z Pustki straciłaś przytomność. A że nikt nigdy stamtąd nie wrócił to MUSIELIŚMY się Tobą zająć. Leżysz tu już dobre sześć dni. Spokojnie, miałaś opiekę, bo ktoś się Tobą zajmował,  ale teraz musimy cię przenieść do Azylu, demony się tutaj zbliżają. Jest ich coraz więcej przez... - spojrzała na mnie nie wiedzą czy nie lepiej było by mi to pokazać. - Chodź. Lepiej będzie jak zobaczysz to na własne oczy.

Strażnik rozkuł kajdanki i wskazał bym poszła za Kassandrą. Ruszyłam za nią i jak tylko wyszliśmy z więzienia zauważyłam ogromną szmaragdową dziurę na niebie. Co chwila wystrzeliwała z niej smuga światła tworząca szczeliny, z której wychodziły demony. Nagle poczułam okropny ból w dłoni, przez co cicho syknęłam.


Co to jest? Jak to się tam znalazło? Czy ma to jakiś związek z tym czymś na mojej dłoni? Czy ja to otworzyłam?


- To jest Wyłom. - powiedziała Kassandra, jakby czytając mi w myślach. - Pojawił się na niebie zaraz po tym jak wyszłaś ze szczeliny. Zawsze gdy pojawia się wybuch, twoja ręka emituje zielonkawym światłem. - Spojrzała na moją dłoń. - Możliwe, że to jest klucz do pozbycia się tego czegoś. 

- I ja mam wam pomóc pozbyć się tego? A jak zawiodę? A jeśli mi się nie uda?

- Tego dowiemy się później. Musimy się spieszyć. Porozmawiamy o tym wszystkim jak dotrzemy do Azylu. - odpowiedziała mi i ruszyła w stronę bramy. - Dotrzymaj mi kroku i trzymaj się blisko - odparła i wybiegła za bramę jak na rozkaz pobiegłam za nią.

Byłyśmy już jakiś kawałek za więźnieniem, kiedy przed nami pojawiła się szczelina. Kobieta stanęła w mojej obronie i zaczęła walkę z demonami, ale sama nie dawała sobie rady. Odwróciłam się w momencie, kiedy pojawiła się druga szczelina. Wtedy zauważyłam na plecach Kassandry moją laskę, zabrałam ją i ruszyłam prędko do ataku. Po kilku minutach udało nam się odeprzeć atak. Dziewczyna spojrzała na mnie.

- Teraz mi to oddaj. - wskazała mi na laskę.

- Musisz mi zaufać. Samej nie uda ci się nas obronić. - powiedziałam i zaczepiłam laskę na plecach.
- Tylko ten jeden raz. A teraz chodź. Przy bramie mogą mieć problem - Biegiem ruszyła w stronę bramy, a ja tuż za nią.

Po kilku spokojnych minutach zauważyłyśmy, że przy bramie zbierają się demony. Pomimo zakazu  ruszyłam do boju, Kassandra wzięła głęboki wdech i ruszyła za mną. Strażnicy widząc to, odzyskali nadzieję na wyjście z opresji. Ze szczeliny wychodziły nowe demony, większe i potężniejsze niż poprzednie. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i skierował ją ku szczelinie. Z mojej dłoni wyleciała smuga światła, która zetknęła się z portalem i zamknęła ją. Zdezorientowana spojrzałam na naszego wybawiciela i nagle wszystko przestało istnieć. Przede mną stał elf o szarych oczach ubrany w szatę typową dla magów. Właśnie uratował mnie chłopak, który kiedyś zniknął z mojego życia.

- S-Solas! - krzyknęłam. - Co ty tutaj robisz?! Co ty właśnie zrobiłeś? Jak ty to zrobiłeś? Jak mogłeś mi to zrobić?!

- Porozmawiamy w środku. - Wziął mnie za rękę i wciągnął mnie do środka.

- Znacie się? - mruknęła za nami Kassandra, po czym nakazała zamknąć bramę.