Z samego rana wybiegłam z namiotu i pobiegłam na polanę. Na środku niej stała piękna rozłożysta wierzba płacząca. Z między gałęzi wyłonił się elf o szarawych oczach.
- Niviel! - krzyknął na mój widok i podbiegł do mnie. Przytulając mnie podniósł mnie do góry.
- Tęskniłam. - delikatnie się do niego uśmiechnęłam. Jak codzień poszliśmy nad rzekę, trochę pospacerowaliśmy, ale dzisiaj coś było inaczej. Czułam jakby coś złego miało się wydarzyć, więc gdy byliśmy nad strumieniem, złapałam go za rękę. - Obiecasz mi, że nigdy nie odejdziesz? - spojrzałam mu głęboko w oczy. Po chwili ciszy pokiwał głową.
Po kilku godzinach rozeszliśmy się w swoje strony, ale gdybym wtedy wiedziała, co nadejdzie....
- Czy teraz mogę usłyszeć wyjaśnienia? - spojrzałam mu w oczy.
- To nie jest takie łatwe do wytłumaczenia... - Przymknął oczy i rozmasował skroń. - Co chcesz bym ci wyjaśnił?
Spojrzałam na niego jak na idiotę. Co chcę by mi wytłumaczył? To chyba oczywiste.
- Dlaczego zniknąłeś? Dlaczego się wtedy nie pojawiłeś? Dlaczego zostawiłeś mnie bez słowa wyjaśnienia?!
- W moich oczach pojawiły się łzy. - Oszukiwałeś mnie! Obiecałeś mi, że mnie nie zostawisz! - Wyrzuciłam mu wszystko, co leżało mi na sercu.
Gdy spojrzałam w górę, Solas'a już nie było. W tamtym momencie poczułam się okropnie, więc wróciłam do środka i położyłam się do łóżka. Po kilku minutach rozmyślania, postanowiłam po prostu zasnąć i odpocząć.
Następnego ranka zostałam obudzona krzykiem. Zerwałam się z łóżka i szybko wybiegłam na balkon, zobaczyć co się dzieje. U stóp Azylu toczyła się bitwa pomiędzy nami a wojskami Koryfeusza. Nie wiedząc co robić, wróciłam do środka i zaczęłam walkę z myślami.
Czy powinnam im pomóc? Co jeśli zawiodę? Czy już czas aby zmierzyć się
z ofiarowanym zadaniem?
Cullen wbiegł do mojej sypialni w momencie gdy usiadłam na łóżku.
- Potrzebujemy twojej pomocy. - Wydyszał. - Jest ich zbyt wielu. O wiele za wielu. - Delikatnie się uśmiechnął i rzucił mi zbroję wraz z moją laską. Podziękowałam mu skinieniem głowy i pokazałam mu drzwi, bym mogła się przebrać.
Po chwili dołączyłam do niego w całym ekwipunku. Gdy wybiegliśmy na dziedziniec zauważyłam palące się domy. Słyszałam też wołania o pomoc, nie mogłam ich tak po prostu zostawić.
- Cullen. Pomóż mi uratować ludzi w budynkach. Oni też mają prawo żyć. - Nie czekając na jego odpowiedź, wbiegłam do pierwszego domku. Na końcu pokoju zauważyłam kobietę o długich blond włosach związanych w kitkę. Została przygnieciona palącym się drewnem. Od razu do niej podbiegłam.
Ze wszystkich sił starałam się zdjąć z niej drewno, ale byłam zbyt słaba. W tym momencie pojawił się Strażnik, który pomógł mi podnieść drewno i wyciągnąć elfkę z opresji. Wyciągneliśmy ją z budynku w momencie jak dach runął na ziemię. W momencie gdy chciałam podziękować Cullen'owi zauważyłam, że odciąga on rannego alchemika od pudła z prochem, który za chwilę miał eksplodować.
- Biegnij ratować innych! Tutaj dam sobie radę sam, tam bardziej cię potrzebują! - Wykrzyczał do mnie i zaczął pomagać innym. Jak powiedział, tak zrobiłam.
Przebiegłam przez bramę i dołączyłam do toczącej się bitwy. Po prawej stronie zauważyłam Kassandrę walczącą ramię w ramię z ciemnoskórą magini. Po lewej toporem wymachiwał olbrzymi byk u boku z Solasem. Zaś na samym środku stał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz