Skierowaliśmy się w stronę świątyni. Patrzyłam na Solasa, jakby był zjawą. Do mojej głowy napływały coraz to nowe pytania bez odpowiedzi.
Co on tutaj robi? Dlaczego mnie zostawił? Dlaczego mi to wtedy zrobił?
Gdy weszliśmy do świątyni, Solas pociągnął mnie w swoją stronę.
- Wyjaśnię ci wszystko, jak tylko wyjdziesz stamtąd żywa. - Potajemnie wskazał mi na drzwi po drugiej stronie korytarza. - Będę na ciebie czekał. - Złożył motyli pocałunek na moim czole, po czym delikatnie popchnął mnie w stronę Kassandry, która patrzyła na nas w tamtym momencie.
- Jak sądziłam, znacie się. I to bardzo dobrze. - Odrzekła i spojrzała na mnie.
- Był moim chłopakiem długi czas. Któregoś dnia po prostu zniknął. - Westchnęłam i spojrzałam w miejsce gdzie przed chwilą stał Solas, już go tam nie było. - Tak jak teraz. I oto jestem. - Delikatnie się uśmiechnęłam, wracając wzrokiem do Kassandry.
- Chodź. - Wskazała mi drzwi na końcu korytarza. - Ktoś chce cię skazać na śmierć. - Delikatnie się uśmiechnęła i ruszyła w stronę wskazanych drzwi, ja poszłam za nią.
Jak tylko doszłyśmy do drzwi to jeden ze strażników otworzył nam drzwi, ukazując kłótnię Strażnika z kanclerzem. Weszłyśmy do środka i oboje spojrzeli na nas. Strażnik przeprosił nas skinieniem głowy i odsunął się od stołu. Kanclerz spojrzał na nas.
- Kanclerzu Roderyku. Co cię do nas sprowadza? - Spojrzała na niego i podeszła do stołu obok którego przed chwilą toczyła się kłótnia.
- Zostałem przysłany, aby ją skazać na śmierć. - Wskazał na mnie. - I mamy nadzieję, że nie będziecie nam w tym przeszkadzać.
- Przykro mi, ale nie pozwolę wam tego zrobić. Ona jest w stanie uratować nas wszystkich.
- Nas to nie obchodzi. Ma być martwa. Tak osądziliśmy jej żywot. - Spojrzał na mnie. - Skazuję cię na śmierć - wrócił wzrokiem do dziewczyny - i wy nie macie nic do gadania.
- Nie możesz jej zabić! - Krzyknął Strażnik. - Ona jest nam potrzebna.
- Cullen. Wyprowadź naszego "drogiego" gościa. - Powiedziała Kassandra z nutą pogardy w głosie.
- Tak jest. - Strażnik nazwany Cullen'em wyprowadził Roderyka i zamknął za sobą drzwi.
Patrzyłam na Kassandrę, która walczyła sama ze sobą. Nie wiedziała, czy dobrze zrobiła, ale właśnie uratowała mi życie.
- Dziękuję. Ocaliłaś mnie. Zrobię co w mojej mocy, aby i wam pomóc.
- Nie dziękuj. Byłam zmuszona to zrobić, na razie jesteś naszą jedyną nadzieją. Nadstawiłam kark za ciebie, więc teraz MUSISZ to zamknąć. Jasne? - Na jej pytanie kiwnęłam głową i Strażnik wrócił. - Cullen. Odprowadź ją do jej sypialni. Niech się wyśpi, bo musimy przygotować się do walki. - Mężczyzna kiwnął głową i wskazał mi wyjście.
Gdy wyszłam z sali narad, zauważyłam Solasa przy drzwiach. Ruszyłam w jego stronę, a gdy on mnie zauważył, sam zaczął iść w moją stronę. Cullen mnie zatrzymał.
- Apostatom nie można ufać. - wyszeptał mi i odwrócił się w stronę elfa. - Czego od niej chcesz?
- Chcę zabrać ją na spacer, porozmawiać i coś wyjaśnić, a sądzę, że to dla niej ważne. - Spojrzał na mnie.
- Cullen pozwól mi. On mi nic nie zrobi, a jak sam powiedział, chcę wyjaśnień. - Na moje słowa Strażnik kiwnął głową i opuścił nas, zostawiając nas samych.
- Co powiesz na spacer? Odprowadzę cię do pokoju i tam porozmawiamy. - Wskazał mi schody na górę.
Solas ruszył w wskazanym kierunku, a ja poszłam za nim. Skręcił w prawo i otworzył drzwi, ukazując mi przepiękny pokój z balkonem. Gdy weszliśmy do środka, zamknął drzwi i wyszedł na taras. Poszłam za nim i usiadłam na krześle.
- Teraz mogę usłyszeć wyjaśnienia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz